Sąsiedzi i wizualizacja

Dodano 30 listopada 2014, w Bez kategorii, przez CZARNAfrotka

KAM_1138

 

Znów dopadły mnie zakwasy.Tak, tak, instruktor też je miewa. Ba, stara się do nich przyzwyczaić, kiedy atakują nie wiadomo kiedy i po jakich zajęciach. Od wczoraj ramiona… Ale jak to się mówi „dzięki bólowi czujemy, że żyjemy”-czy temu w trakcie treningu, czy też po. Ja tu o tym, jak to ciężko być instruktorem :D, a dzisiaj o czymś innym ;).

Wizualizacja. Czy kiedykolwiek, gdziekolwiek, o czymkolwiek  (może z kimkolwiek nie…;)) jej próbowaliście? Pora najwyższa zacząć! Kochani, możecie się śmiać, ale ja wierzę, że pomaga!To tak jak umysł wpływa na ciało i odwrotnie,a często bywa to niezauważalne. Prosty przykład z życia codziennego. Wchodzisz do domu po zajęciach ze stepu, na których za cholerę nic Ci „nie siadło” (jak mawiają niektórzy ;)), masz zły nastrój. Od razu jest to odczuwalne fizycznie-nic Ci się nie chce, czujesz się słaby i zmęczony. Jeśli choreografia Ci „siadła” czujesz się jakbyś wrócił z udanego castingu do programu „You Can Dance”! Pałasz energią, wchodzisz tanecznym krokiem do domu (to nic, że sąsiedzi patrzą na Ciebie jak na kosmitę), czujesz, że ogarniesz nawet choreografię z dance dnia następnego! Mimo fizycznego wysiłku, dzięki nastawieniu zyskasz siły. Ale zaraz zaraz. Do sedna, czym jest ta wizualizacja?

Wizualizacja jest stosowana od wielu, wielu lat u sportowców w treningu mentalnym. Wiele gwiazd sportu podkreśla znaczenie wizualizacji dla odnoszenia sukcesów. Ucząc się jakiejś technicznej sekwencji ruchów, często wyobrażają ją sobie. Krok po kroku, dokładnie i ze szczegółami. Oczywiście perfekcyjnie wykonaną! Mimo, iż nie jest w rzeczywistości dopracowana perfekcyjnie. Może się odnosić nie tylko do sportu, ale do innych dziedzin życia ( ale to już bardziej „prawo przyciągania i sekretu” oraz wysyłania energii w świat, o czym pisze Rhonda Byrne w swojej książce „Sekret”).

Oczywiście nie działa to tak, że jak nie potrafimy wykonać salta w tył, to dzięki wizualizacji dnia następnego zrobimy trzy. Pomoże Nam to natomiast przełamać się i zrobić pierwszy krok. Wizualizując sobie dany ruch, trzeba go „czuć” tak jakbyśmy wykonywali go całym swoim ciałem, a nie patrząc na siebie z boku.

Będąc juniorką często wyobrażałam sobie perfekcyjnie wykonany „atak”. Nawet teraz czuję to uderzenie piłki pełną dłonią! Swoją drogą też się mówiło, że „siadła” albo nie, haha. Czasami zdarzały się tzw. „balony”. Cóż to było za zdziwienie, gdy w czasie meczu z napędem strusia pędziwiatra, wyskoczyło się z przekonaniem, że „siądzie” a finalnie piłka leciała i leciaaała aż znalazła się kilka metrów za boiskiem…

Pamiętajcie, że z góry nastawiając się na cokolwiek negatywnie, jesteście przegrani na starcie. Nikt nie rodzi się mistrzem.

Trochę wizualizacji, dobre nastawienie, pozytywna energia wystarczy, żeby zrobić ten pierwszy krok, wpaść na zajęcia fitness i dobrze się przy tym bawić. Nie zważając na miny sąsiadów po powrocie do domu ;).

Pokażmy sąsiadom! A co! Niech gadają! ;).

Już wizualizuje świetny step i czekam na Was!

Wasza CzarnaFrotka

 

 

 

Mierzyć siły na zamiary

Dodano 23 listopada 2014, w Bez kategorii, przez CZARNAfrotka

Lata lecą, czas ucieka, zmarszczek przybywa, zgryźliwość narasta;)… i co dalej? No właśnie. To pytanie ostatnio ( czyt. od kilku miesięcy!) zaprząta mi głowę. Ogarnęła mnie dziwna melancholia…. Wspomnienia, jak to będąc na pierwszym roku studiów, gdzie był czas,siła i zdrowie na wszystko, z naciskiem na „zdrowie” można było przenosić góry…Niestraszne Nam było zabalować do piątej rano a dnia następnego pływać na zaliczenie ( zygzakeim ;)…), wysłuchać planowo kilku wykładów przy okazji, późnym wieczorem zaliczyć trening, kończąc w nocy nad nauką do zaliczenia np. z filozofii…Ach..to były czasy ;)

Sądzę, że „To zdrowie” (bo siła i czas są:)), było by jeszcze długo, gdyby nie parę defektów w moim ciele… kurczę :/.  Zawsze to gdyby i gdyby…

Ale oprócz paru defektów jest kolorowo (dzięki Wam!), to Wy dajecie mi siłę i wiarę w to co robię! Kiedy strzyka w kolanie, plecy pobolewają, czuć zmęczenie w powietrzu i brak regeneracji po poprzednim intensywnym dniu „fitnessowym”, wchodzę na salę pełną stepów, widzę radość, piękną ekspresję ruchów przy kolejnej powtórce stepowego finału, czuję, że Moja praca ma sens! To niesamowite dzielić się z Wami pozytywną energią-bo tak jak Wy, tak i ja wychodzę w pełni pozytywnie naładowana! :)

Niestety tak jak pisałam lata lecą…. a zdrowia ubywa…. :/

Gdyby me „kochane gałązki” nie przeszły wcześniej kilku operacji a plecy nie zaczęły się odzywać po pięciu latach pracy na cały etat instruktorski, sądzę, że jeszcze kawał czasu umilalibyśmy  sobie chwile na sali fitness… Ba! z dziesięć lat jak nic! Póki co nie wyobrażam sobie pracy o innym charakterze. Całe życie z torbą… Jak to mawiał Mój tata;) ( a propo wpisu pt. „Inspiracje, torba, zakwasy i inne sprawy”)

Zanim odłożę torbę na stałe, mam zamiar jeszcze spełnić kilka swoich marzeń ;). Wiem, że człowiek jest w stanie sprostać wielkim wyzwaniom, dzięki sile umysły, wiary i motywacji! Nie poddaję się! A czy Wy się łatwo poddajecie? Sport nauczył mnie, że dzięki ciężkiemu treningowi, systematyczności i działaniu WŁAŚNIE WTEDY, GDY MOTYWACJI BRAK!!! jesteśmy w stanie sięgać po swe marzenia! I tego będę się trzymać.

Dziękuję, za każde miłe słowo po zajęciach, każdy miły gest, uśmiech rysujący się na Waszych twarzach, nawet nie wiecie jaki duży macie wkład w napędzanie mnie i wiarę w spełnienie marzeń!

Póki co nie zostawiam Was, oj nie! Marzenia należy spełniać.Więc się nie poddam ( !!! ), jeszcze trochę pobalujemy z choreografią <3, wypocimy kilka squatów, zasiedzimy się na piłkach ;), zrobimy Wasze ulubione pompki na jednej ręce ( a co!) i posłuchamy zacinających się płyt ;).

Czy marzenia się spełnią, poinformuję Was na pewno ;)

Walczymy więc dalej!

Ps. Zwrot „Mierzyć siły na zamiary” znaczy tyle, co dostosowywać siły do zamiarów, a więc: stawiać sobie ambitne cele, i znaleźć siłę na ich osiągnięcie! A nie wręcz odwrotnie jak sądzą niektórzy ;)

Wasza CzarnaFrotka

KAM_1173-2

 

Walczmy o choreografię w klubach!

Dodano 16 listopada 2014, w Bez kategorii, przez CZARNAfrotka

Me serce każe mi ponownie poruszyć ten temat… Choreografia. Hmm..  Nie będę się rozpisywała, jak w poprzednim poście o choreografii, na temat tego przez ile trzeba przejść etapów, żeby ogarnąć całą lekcje stepu ćwicząc, bądź z drugiej strony jako instruktor-tworząc ją. Nie będę wspominać, że nie każdemu się po prostu chce tworzyć takie zajęcia, bo do nich trzeba się porządnie przygotować! Nie będę krytykować ćwiczących, którzy się poddają po pierwszych zajęciach stepu bądź dance, myśląc, że to instruktor powinien tak stworzyć lekcję dance i step(!), żeby można ją było od razu rozkminić…. Stop! To już wszyscy wiecie :) (zapraszam do przeczytania wpisu pt. „Co z tą choreografią” :).

Wrócę natomiast do problemu zanikających zajęć z choreografią w klubach fitness! Problem zaczyna się niestety od instruktorów, którzy nie chcą takowych zajęć prowadzić (okej, okej, nie każdy musi to lubieć…;), i takich, którzy chcą, a nie mają wytrwałości w poprowadzeniu grupy od podstaw. Oczywiście trzeba podążać za trendami (a propo co sądzicie o zumba stepie, albo o jumping fitnessie?…: D), nowości muszą się pojawiać w klubach, tylko niestety w niektórych jest wszystko oprócz lekcji step i dance. Idąc do takiego klubu na zastępstwo, instruktor czuje się jak kosmita próbując zrobić jakąkolwiek rozgrzewkę na stepie, używając przy tym mało skomplikowanych zamiennych kroków do tworzenia choreogarfi :(.

Instruktorzy,nie zmuszajmy każdego za wszelką cenę do uczestnictwa w zajęciach choreograficznych, ale powalczmy o to, żeby na grafikach, był ten jeden step czy dance. Pokażmy klientom, że to nie jest trend, czy wymysł instruktorów, ale , że FITNESS OD TEGO SIĘ ZACZĄŁ! CHOREOGRAFIA TO SEDNO FITNESSU-SPALANIE I ZABAWA PRZY MUZYCE DLA LUDZI, KTÓRZY WYBIERAJĄ TAKĄ FORMĘ RUCHU, ALE NIE SĄ TANCERZAMI BĄDŹ NIGDY NIMI NIE BYLI, A PRZEZ CHWILĘ TAK MOGĄ SIĘ POCZUĆ ;). Jeśli sami nie chcecie prowadzić takich zajęć, rozejrzyjcie się za instruktorami, którzy chętnie to zrobią, a na pewno nie jeden się znajdzie i stworzy po paru miesiącach grupę, która będzie śmigać jak w teledysku Shakiry ;D. I nie nastawiajcie się zawsze na tłumy na sali – „…naturalna selekcja..”  ;) – tworzy się podczas zajęć choreograficznych, podobno…usłyszałam ostatnio ;)

Powalczmy trochę o to! Bo za niedługo lekcję stepu czy dance’u  będzie można tylko znaleźć ….na konwencjach :(.

Ja już tworzę „choreo” na step :).

Ps. Od dłuższego czasu przełamuję lody na dance, i nie jest tak źle ;), haha.

Błagam, nie kończmy na „dwóch basicach i trzech kolanach”:), a życie stanie się bardziej kolorowe!

Wasza CzarnaFrotka

 

KAM_1054

 

 

 

Ten z uśmiechem, czy ten groźny?

Dodano 9 listopada 2014, w Bez kategorii, przez CZARNAfrotka

Chodzić po sali jak surowy trener i krzyczeć, czy z uśmiechem na twarzy motywować? Każdy z Nas jest inny i woli inne podejście. Ja osobiście w swojej karierze sportowej przeżyłam kilka różnych, począwszy od TRENERKI GESTAPO, skończywszy na TRENERZE MIRABELKA ;). Osobiście wolę typ tego drugiego. Decydując się na bycie w zespole nie miałam szansy wyboru trenera. Tak to już jest w sporcie.

Fitness to zupełnie inna bajka. Macie możliwość wyboru swojego instruktora. I to jest fajne, a macie w czym wybierać ;). Pewnie nie raz ćwiczyliście  z instruktorem, który próbował Was zmotywować krzykiem, miłym gestem, spokojem, czy swym perfekcjonizmem. Myślę, że każdy instruktor powinien być przede wszystkim sobą! Nie powinien grać, udawać kogoś kim nie jest. Druga strona od razu to wyczuje. To tak jakbym ja zaczęła wydawać np. okrzyki typu „ihaa” ;)…Zdecydowanie nie!;). Chociaż zawsze możemy spróbować, ha ha :D.

Tak jak każdy człowiek, instruktor miewa swoje humory…, gorsze i lepsze. Cokolwiek się dzieje, wychodząc na salę, czasem musi założyć maskę… Czy wyczuwacie, że coś jest nie tak? Najgorzej jak nagle przypomni się coś bardzo zabawnego, najlepszym wtedy sposobem na powstrzymanie ataku śmiechu jest…kaszel ;). Możecie wypróbować.

Dzięki zróżnicowanym osobowościom instruktorskim, a co za tym idzie, różnym podejściom, możecie sprawdzić swoją…osobowość. Są ludzie, którzy potrzebują tylko tak zwanych „głasków”, trzeba delikatnie, z uśmiechem i pozytywnie motywować, a przede wszystkim chwalić.  Z kolei jeszcze inni wolą motywację w której neguje się możliwości podopiecznego typu: „nie dasz rady, słaby jesteś!…itp. Chyba najlepszym podejściem dla wszystkich jest to pośrodku gdzie wykrzykujemy, ale wierząc w możliwości ćwiczących-”damy radę” itp. Chociaż mogę się mylić ;).

Co do typów podopiecznych, może kiedy indziej… :D. A wierzcie mi, że jest ich sporo, tylko, że ja niestety/stety nie mogę wybierać!

Sądzę,że Ci bardziej zdesperowani nie poddają się i nawet instruktor udający Michaela Jacksona, czy krzyczący w niebogłosy, nie pasujące mu „ihaa”, nie jest w stanie przerwać chęci treningu.

Wiemy, że nikt nie jest idealny. Wybaczcie więc swojemu instruktorowi, kiedy włączy mu się faza na Jenifer Lopez bądź, komika rodem z kabaretu „z jedynką” ;), może akurat testuje Waszą cierpliwość!

Co Was irytuje u instruktorów, co bawi, co uwielbiacie a czego nie znosicie? Odpowiedzi będą różne, dzięki Nam jest przynajmniej kolorowo. Jakże nudno by było, gdyby każdy był na swoich zajęciach przesadnie poprawny, czyż nie?

Nawet jeśli jutro w  grafiku macie instruktora, który z groźnym wyrazem na twarzy, sugeruje, żeby zrobić jeszcze jeden squat, a akurat wolelibyście tego z „bananem na twarzy”, pędźcie na zajęcia i odkrywajcie granice swojej wytrzymałości nie tylko tej fizycznej, ale i psychicznej ;)

Ja pozostanę sobą i jutro przegonie Was na stepach! :)

Wasza CzarnaFrotka