Łut szczęścia

Dodano 13 kwietnia 2014, w Bez kategorii, przez CZARNAfrotka

Ile w osiągniętym sukcesie szczęścia, a ile włożonej, ciężkiej pracy….? Niestety życie bywa niesprawiedliwe i po prawie końcowym efekcie, gdzie włożymy swój wysiłek w stu procentach, decyduje ten jeden moment, zwany SZCZĘŚCIEM. Procentowo oczywiście rozkłada się to (niestety) tak: 90 % pracy, 10% szczęścia. Tylko zazwyczaj ten ostatni czynnik decyduje o całości. Pewnie nie raz każdy z Was doświadczył tego na własnej skórze z efektem na plus, bądź co gorsza, minus dla siebie. A może by tak zmienić te proporcje? ;) Ha! I tu Was mam! Ok, można, ale nie w każdej dziedzinie. W Naszej nie bardzo;). Kto by nie chciał poćwiczyć godziny tygodniowo a mieć efekty codziennego treningu… Ale na jaki łut szczęścia  w tym wypadku moglibyśmy liczyć?!? Chyba na taki, że spadnie z nieba milion złotych, wygramy  w totka i zrobimy sobie operację plastyczną. Niestety nawet operacje nie są w stanie wysmuklić Nam ciała i poprawić na stałe dobrego samopoczucia:).

Ostatnio Pan Janowicz nie był w stanie odpowiedzieć na pytanie dlaczego przegrał. Może wystarczyło powiedzieć: „Nie miałem szczęścia..” ;) :D. Zresztą cokolwiek by powiedział i tak wszyscy byli by niezadowoleni, bo przecież musiał wygrać. Łatwo kogoś skrytykować nie robiąc samemu nic… Klasyka.; )

Chodzimy i głosimy dookoła:  „..ten to ma szczęście..”, „..znowu mu się udało..”, „..ale szczęściarz!”. Wszyscy, wszędzie, dookoła, zawsze osiągają sukces dzięki szczęściu, tylko MY dzięki ciężkiej pracy, nieprawda?. Albo lepiej-mamy pecha. Koniec i kropka. Pamiętajcie, że słowa mają moc! Istnieje nieustanny przepływ energii, którą wysyłamy w świat i która do Nas wraca. Jeśli w kółko będziemy powtarzać, że mamy pecha to, wierzcie, nawet złośliwość rzeczy martwych będzie stawała Nam na drodze ;). To tak a propo, ale o tym kiedy indziej.

Wiem jedno. W sporcie tylko mały procent to SZCZĘŚCIE, reszta to CHOLERNIE ciężka praca. Doceńmy zatem sportowców, choćby za to, że im się po prostu chce…

Całe Nasze życie to jeden wielki trening, zaczynając od ogarnięcia się rano, a kończąc na robieniu wypadów w klubie fitness. To, czy zasługi lub porażki tegoż „treningu” przypiszemy sobie, czy oddamy je w ręce losu, mówiąc ” eh, nie miałem szczęścia….” zależy od Nas. Najlepiej zrzucić wszystko na los. Tylko konkretne działanie i nastawienie pozwoli Nam się czasem zbliżyć i trafić na ten jakże oczekiwany łut szczęścia.

Ostatnio widziałam niesamowity postęp u paru moich podopiecznych fitnessmaniaczek, i wiem, ba! jestem przekonana, że to TYLKO I WYŁĄCZNIE ciężka praca doprowadziły je do danego momentu:). No, chyba, że dorwały jakiś poradnik pt : „Jak załapać STEP w pięć minut” ;)

Myślę, że wszystko nabiera sensu, gdy widzimy czegoś efekty na,które sami zapracowaliśmy.

Okej, okej, łut szczęścia też ma swoje zalety, ale nie liczmy tylko na niego :).

A może Wy jakimś trafem zawitacie jutro na fitness? ;)

Wasza CzarnaFrotka